Biznes - niesamowity wynalazek ludzkości, podobnie jak pieniądze, nic dziwnego, że biznes i pieniądze to te same pojęcia. Wchodzimy do biznesu z nadzieją na sukces finansowy i realizację naszych pomysłów. Dopóki to działa, wszystko jest w porządku, ale gdy tylko życie zaczyna nas testować na wytrzymałość, uparcie odmawiamy przyznania się do naszych niedociągnięć (w biznesie), dopóki sprawy nie staną się naprawdę złe. Bez względu na to, jak udaje nam się cokolwiek, prędzej czy później zasoby wiedzy i umiejętności wyczerpują się i stykamy się w najlepszym przypadku ze ścianą, a w najgorszym z nierozwiązywalnymi (z naszego punktu widzenia) problemami. Jest tylko jedno wyjście - powrót do „szkoły”. Ale nawet 1 rok „przy biurku” to dużo, żadna firma tego nie przeżyje, a życie rodzinne może nie wytrzymać takiego testu. Dlatego jeśli zabraknie czasu na samodzielną naukę, będziesz musiał znaleźć czas dla kogoś, kto przyspieszy Twój trening. Ale jaki trening i nauka czego - to już zależy od Twojej sytuacji. Wizyty u lekarza to rzecz powszechna, u psychologa też to normalne, więc dlaczego profesjonalista zorientowany w sprawach biznesowych jest gorszy? Skontaktuj się z nami, a znajdziemy wyjście!
Często niestety musimy obserwować przejawy nieetycznego postępowania w prowadzeniu biznesu. Każdy taki grzeszny „biznesmen” nieustannie dąży do tego, by coś uchwycić: nie dolać paliwa na stacji benzynowej, dołożyć zepsuty towar, pogorszyć wyposażenie – jednym słowem, by w każdy możliwy sposób obniżyć realną wartość przedmiotu transakcji , ale jednocześnie biorąc pełną cenę, z przyjemnością po tym zacierając ręce i licząc, że to dobry handel. Kiedy mamy do czynienia z takimi sytuacjami jako klienci, mentalnie besztamy takich pozbawionych skrupułów sprzedawców z oburzeniem: jednak oszukali. Niewątpliwie ten sposób prowadzenia biznesu jest ukrytym oszustwem i oszustwem, w oczekiwaniu, że klienci albo nie zauważą, albo w ogóle nie zrozumieją, że zostali oszukani. Ale kiedy zawieramy umowy jako sprzedawcy, czy czasami nie robimy to samo? Dlaczego tak się dzieje? Spróbujmy sobie wyobrazić, że zaproponujemy takim handlarzom dokładnie odwrotne rzeczy: uzupełnienie paliwa ponad to, za co zapłacono (choć czysto symbolicznie, dosłownie 100 ml), sprzedając używany samochód, eliminujmy ukryte usterki, oferujmy większe wyposażenie za tę samą cenę (znowu, nawet jeśli czysto symboliczny, jakiś błahy drobiazg) – być może niebezpiecznie jest kontynuować dalej, bo za takie „zdania” mogą łatwo skierować nas do szpitalu psychiatrycznego, a nawet bardzo szybko przyjmą i załatwią wszystkie formalności wraz z opieką na najwyższym poziomie - występuje bardzo poważna forma rzadkiej choroby psychicznej, bardzo zaraźliwa i niebezpieczna dla społeczeństwa! w końcu niektórzy łatwowierni inwestorzy natychmiast zbankrutują, jeśli nagle zastosują się do takich rad! zabawne ? Wydaje się jednak, że tak właśnie myślą tacy sprzedawcy: jeśli przestaną stosować oszukańcze praktyki, ich biznes dobiegnie końca. Chodzi o ich psychologię, ciągły podświadomy strach przed popadnięciem w ubóstwo i nędzę, tym usprawiedliwiają swoje działania. Czy ich metody prowadzą do dobrobytu? Oczywiście, że nie! jeśli dzień w dzień zmuszeni są okradać klientów, wygląda to na ciągłe przebywanie w warunkach ciężkiego przetrwania (tylko kompletny żebrak i głodny ze względu na przetrwanie decyduje się na środek ekstremalny - kradzież), gdzie tu jest bogactwo ... Okazuje się więc, że oszukiwanie to autohipnoza i programowanie się na dożywotnią biedę. Owszem, wydaję się że zyskują z drobiazgów kosztem różnych sztuczek w kieszeniach innych ludzi, ale w rzeczywistości okradają siebie, skazując siebie taką psychologią na gwarantowaną biedę. Zamożnej osobie nigdy nie przyszłoby do głowy stosować takie sztuczki, po prostu tego nie potrzebują: w końcu już są w dostatku!
Innym z częstych przejawów domniemanej nie etyki jest celowe niepłacenie za kontrakty lub z drugiej strony uchylanie się od dodatkowych zobowiązań kontraktowych. Na pierwszy rzut oka takie kontrowersyjne sytuacje brzmią całkiem rozsądnie, każda ze stron ma swoje oczekiwania wobec zawartych porozumień, a wraz z realizacją planów zauważalne stają się zaniechania każdej ze stron (w niektórych przypadkach nawet z ryzykiem katastrofalnych konsekwencji ). Obustronnie korzystna umowa, w której obie strony były na początku, natychmiast przekształca się w znacznie mniej opłacalną, a może nawet nieopłacalną. Klient zamiast przyznać się do własnego błędu i dopłacić do dodatkowej pracy w ramach umowy, zachowując swoją reputację biznesową, często decyduje się odmówić zapłaty pod pozornie logicznym pretekstem „okazuje się bajecznie drogie”, tzn. uzyskać wyniki pracy wykonawcy przy obniżonych kosztach, uważając to za opłacalną dla siebie ofertę. Ale przywłaszczywszy sobie wynik w ten sposób, tzn. odebranie jej części bez zapłaty, co jest ukrytą kradzieżą, czy klient staje się bogatszy? formalnie jego kapitał jest utrzymywany w zaplanowanych ramach, jakie dają wstępne warunki transakcji. Jednak psychologicznie taka osoba staje się biedniejsza: niechęć do zaakceptowania błędu i zapłacenia za niego jest odzwierciedleniem podświadomego lęku przed bankructwem, tzn. w takich decyzjach klienta można prześledzić ten sam nieświadomy lęk przed ubóstwem i nędzą. Podobnie jest z wykonawcą, jeśli ze względu na dodatkowe trudności w realizacji kontraktu podejmuje krótkowzroczną decyzję o obniżeniu jakości w celu zachowania immanentnej rentowności – czy staje się przez to bogatszy? tylko biedny człowiek może myśleć o nierobieniu czegoś z obawy, że nie otrzyma za to zapłaty. Taka absurdalność nigdy nie przyjdzie do głowy człowiekowi zamożnemu, bo sam fakt jego dostatku jest wyraźnym dowodem, że cała jego praca jest zawsze wynagradzana według jej godności. Zatem wszelkie kwestionowanie zobowiązań zgodnych z umową jest dowodem na psychologiczne urojenia stron, głęboko krzywdzące dla każdej: znacznie mądrzej jest dążyć do osiągnięcia porozumienia i tym samym stworzyć możliwość zrekompensowania tymczasowych strat przyszłymi znacznie bardziej zyskownymi transakcjami, które będą wynikać już ze znacznie większego zaufania i wzajemnego szacunku.
Na szczególną uwagę zasługuje powszechne pragnienie „taniej”. Nie jest to do końca związane z etyką, ale jednocześnie samo pragnienie „taniej” może prowokować nieetyczność pewnych indywidualnych decyzji, więc myślenie w stylu „taniej” jest poważnym zagrożeniem dla osobistego dobrostanu. Weźmy na przykład ponownie osobę zamożną – po co i kiedy może potrzebować czegoś tańszego? zaoszczędzenie 1 dolara na sprzedaży nie sprawi, że stanie się bogatsza. Kupno auta w wyższej cenie lub w luksusowej konfiguracji nie sprawi, że stanie się on biedniejszy. Tak, w ogóle nie ma on takiego terminu w swoim słownictwie! Pytanie może zostać postawione, aby zainwestować niewielką kwotę w jakiś nowy biznes, aby nie podejmować dużego ryzyka, lub obniżyć oprocentowanie, jeśli pożyczka jest zaciągana na rozwój firmy, ale nigdzie nie jest używany termin „taniej”! to słowo pochodzi ze słownika ubogiego człowieka! ubrania są tańsze, samochód jest tańszy, hotel jest tańszy, towary są tańsze (nawet jeśli są chińskie) - czy już czujesz zapach biedy? ubóstwo to przede wszystkim stan umysłu, który wyraża się w codziennych decyzjach, a następnie materializuje się w rzeczywistości, którą sobie stworzyłeś. Chciałeś taniej - a wszystko w twoim życiu będzie tak tanie, aż do obrzydzenia. I każdy marzy o przyzwoitym życiu. Aby było to możliwe – zabroń sobie myślenia w stylu „taniej” i nigdy nie postępuj nieetycznie.